| < Sierpień 2016 > |
Pn Wt Śr Cz Pt So N
1 2 3 4 5 6 7
8 9 10 11 12 13 14
15 16 17 18 19 20 21
22 23 24 25 26 27 28
29 30 31        
środa, 28 listopada 2012
Ko Chang

Czesc dalsza wakacji odbywa sie zgodnie z planem: bungalowy na plazy/ w dzungli,  zimne piwko, drinki, wreszcie pyszne tajskie jedzenie!!! Tajski masaz (czyli odgniatani ciala od kosci oraz wyrywanie stawow - czuje sie wyzsza o 2 cm :)),cieplutka woda. Mozna troche na pogode ponarzekac bo wczoraj wieczorem byla burza przez co dzis bedzie pewnie jeszcze bardziej wilgotno i goraco. Ojoj, jak my to wytrzymamy :)  na dzis w planie snoorkeling - mam nadzieje ze burza nie popsula widocznosci i beda superkolorowe rybki i rafa!
Gorac sciski z Ko Chang!

niedziela, 25 listopada 2012
Road to Mandalay

Wczoraj mielismy jechac busem do Mandalay, ale poniewaz kazdy mial dosc 8 godzinych jazd autobusami,  wpadlisy na chytry plan by do Mandalay doplynac rzeka. Jak w filmie Indochiny,oprocz tego ze statek byl mocno leciwy, rejs mial trwac 10 a przedluzyl sie do 12 (od 6 rano do 6 wieczorem), piwo kosztowalo najdrozej w naszej podrozy a jedzenie bylo popsute. Ale przynajmniej mozna bylo sobie polazic po pokladzie, pospac w kabinie (stare lotnicze (doslownie) brudne fotele, na niektorych jeszcze napisy Life vest under your seat :P), powisiec na relingu. Czyli ogolnie pomysl dobry, aczkolwiek potem sie dowiedzielismy ze mozna bylo tez poleciec godzine samolotem za niewiele wiecej dolarow :)
Mandalay okazalo sie dusznym klejacym, zakurzonym miastem nad ktorym wisi smog. Centrum do olbrzymi kwadrat murow dawnej stolicy otoczony fosa (mowiac olbrzymi mam na mysli olbrzymi: dojscie lajtowym krokiem z polowy wschodniej dlugosci na drugi koniec polnocnej zajelo nam prawie godzine. Potem godzina mozolnego pokonywania stopni w gore Mandalay Hill (na boso, bo te cholerne zadaszone schody sa juz czescia swiatyn ktore po drodze sie mija, a do buddyjskich swiatyn wchodzi sie bez butow i skarpetek - zapewne jest to jednym z glownych powodow dlaczego w polsce buddyzm sie nie przyjal??) i maly myk z uniknieciem straznika w mundurze (nie chcielismy znowu zostac zczesani przez rzad na kolejne 10 dolkow za bilecik). Na gorze jeszcze tylko pani chciala oplate za aparat foto wiec pochowalismy aparaty by w spokoju "podziwiac"zdjecia wojskowych modlacych sie u stop buddy - niezla propagita... w dol zjechalismy taxi colectivo, czyli zadaszonym pickupem. Normalnie w Europie wsiadlo by do niego max 8 osob i byloby mega ciasno (po 4 z kazdej strony) ale tu jest Azja i jak wysiadalismy, a kazdej lawie siedzialo po 6-7 sztuk, w srodku na mini stoleczkach 3panie, kolejne 5-6szt wisialo z tylu trzymajac sie dachu. Wysiadajac musielismy im wszystkim przejsc po glowach....
Popoludnie to wycieczka pickupem do Amarapura, by podziwiac zachod slonca przy najdluzszym (1.2km) i naistarszym (podobno 200 lat!)  Moscie tekowym na swiecie. No nie mozna byc w Birmie i nie przywiesc stad takiego zdjecia. Coz bylo robic, w jedna strone przeszlismy sie po moscie, w druga wynajelismy lodke by przeplynac z powrotem i napstrykac kiczowych fotek - jak mus to mus  :))
Jutro rano lotnisko i niestety pozegnanie z Myanmar. Czeka nas lot do Bangkoku a potem bus na wybrzerze i ostatni etap podrozy: mianowicie lezenie na tropikalnej wyspie brzuchem do gory i popijanie drinkow z palemka :)

piątek, 23 listopada 2012
Bagan czyli I love Birma

Jak w kazdej podrozy,sa dni fajne i mniej fajne. Klopoty z zoladkiem, komary, a to za goraco a to za zimno, jakies kwasy w grupie.
I potem przychodzi dzien jak dzis :)
Z szumnie zapowiadanej przez wszystkich chojrakow pobudki przed 5 nie znalazl sie zaden chetny zeby po ciemku wsiasc na rozklekotany rower i popedalowac 30 min w nicosc, i potem wspiac sie po stromych stopniach wielkiej pagody by podziwiac wschod slonca nad starym Bago. Bylo.... wow.... zdjecia z malej malpy samsunga dodam potem ....
Wczoraj w to samo miejsce na zachod slonca zwalilo sie kilkanascie autorakow z emerytami z francjii,holandii, japonii,byla walka o najlepsze miejscowki, orgia sprzetu i ogolny cyrk. Dzis o nikczemnej 6 rano jakies 20 osob. Dojechal tez w koncu Eryk z naszej ekipy (a myslalam ze sie nie zwlecze :)) tuz po 6 na polnocy widac bylo jak powoli napelniaja sie powietrzem i odrywaja od ziemii balony. Jeden po drugim majestatycznie wznosily sie do gory i plynely na wschod, no po prostu jak z bajki widok. Poranny przelot balonem nad Bagan kosztuje 300 dolarow, ale napewno jest wart kazdego centa. Niestety rezerwowac trzeba pare miesiecy wstecz.... firma ma 6 balonow, w kazdym koszu tylko  6-8 miejsc... coz, moze kiedys tu wrocimy?
Bagan to dawne wielkie miasto,z ktorego pozostaly tysiace stup porozrzucanych malowniczo po obszernym terenie (pozostale zabudowania miejskie byly z drewna,bambusu,wiec nic sie nie zachowalo). To rowniez miejsce zaskakujacego (Japonczykow :) desantu brytyjskich wojsk w 45r. ,ktore to maszerowaly przez te tereny od strony Indii.(wczoraj rano oplynelismy lodzia miejsce tego desantu: piaszczysty stromy klif) i stopniowo wypieraly Japoncow. Co ciekawe: Birmanczycy na poczatku bardzo popierali japonska inwazje,ktora wykurzyla stad brytyjczykow, ale bardzo szybko okazalo sie prawdziwe haslo "chwal szefa swego, mozesz miec gorszego" i brytyjczycy w 45' byli tu znow witani jak wybawcy.
Dzisiejsze Bagan to w zasadzie 3 miejscowosci i rozrzucone wsrod nich tysiace stop buddyjskich. My sie zalogowalismy w miejscowoci na N (sorka ale nie mam przewodnika zeby podejrzec ), 30 min jazdy rowerem stad jest Old Bagan. Jakis czas temu rzad birmanski przymusowo wysiedlil stamtad wszystkich mieszkancow, zeby w obrebie starych murow miejskich zbudowac luksusowe hotele dla bogatych turystow 30min jazdy dalej to New Bagan, gdzie nowe miasteczko zbudowali przesiedlency.
mimo tego co przeszli, goscinnosc birmanczykow normalnie nie zna granic, banan nie schodzi z twarzy. Dzis znalazlam knajpe gdzie serwuja gin z lemonka,lodem i gazowana woda za 700 kiatow (2.8 pln......), do tego pyszne pierozki, do tego wlasciciel zaprowadzil mnie do 7diamonds travel gdzie mila pani wykonala 10 telefonow zeby potwirdzic nasza rezerwacje na lot z Mandalay do Bangkoku. Na ulicy machaja do nas dzieciaki, usmiechaja sie i zagaduja dorosli, tak absurdalnie bezinteresownie, ze nie moge uwierzyc...jakby bylo super zaimplementowac to u nas :))
Jutro pobudka o 5 rano. Do Mandalay postanowilismy sie wybrac zamiast autobusem (8 godzin),lodzia po rzece. Koszt to 35 dolarow,czas 10 godzin, start o 6rano, ale to super opcja. Bedzie wiaterek od rzeki, bedzie mozna polazic po pokladzie i nie powinno trzasc (2 dni temu wlasnie zgona mialam po 8godz trzesawki prawie wrocilo mi sniadanie).
Pozdrowienia z Bagan!!

środa, 21 listopada 2012
InleLake
ok,udalo sie opanowac sytuacje ze zdublowanym wpisem chyba bloga z domu napisze...
w skrocie: calodniowa wycieczka lodzia po jeziorze bardzo udana. taka typowa pod turystow ze zwiedzanim malych zakladow w wioskach na palach: wlokienniczy, tytoniowy, z wyrobami ze srebra.
kolejny dzien to wycieczka do kakku,gdzie na malym wzgorzu tuz przy sobie pobudowano jprawie 2.5 tys stup. swietne miejsce,trzeba wynajac auto, zaplacic przewodnikowi ittp ale warto.
dzis 8 godz jazdy do Bagan. Klaus dotarl troche wczesniej wiec jestesmy juz w 6stke. z ciekawych rzeczy to zaliczylam zgon autobusie (tym razem wina sniadania),a ABR wieczorem. aktualnie zaaplikowalismy sobie lezenie pod klimatyzacja z butelka wody i jest ok. jutro mialo byc objezdzanie starych swiatyn na rowerze ale ja chyba podziekuje,wole wynajac jakiegos motobajka :)
wtorek, 20 listopada 2012
Kalaw - Inle Lake
trek z pijawkami
piątek, 16 listopada 2012
Bago & Kalaw
czyli dzien z Buddami i noc w autobusie lodowce
środa, 14 listopada 2012
Yangon & Kin Pun
Troche nam sie zaleglosci porobilo na blogu z powodu braku czasu i internetu...

w telegraficznym skrocie wiec:
drugiego dnia w Yangon wymienilismy 200 dolkow na caly pakiet kiyatow (843 kyaty za 1 USD), oraz pojechalismy obejrzec Swedagon Pagoda (kompekt pieknych swiatyn suto oprawionych zlotem na wzgorzu).
Kolejnego dnia szybki teleport na dworzec autobusowy (szybki teleport to godzina jazdy przez zatloczone miasto, dworzec to klepisko otoczone budami, niedaleko lotniska (widac startujace z rzadka samoloty).
Po masakrystycznych 4,5 godzinach bez klimy ladujemy w Kin Pun - miasteczku u stop gor, gdzie znajduje sie jeden z najswietszych miejsc z Birmie - Zlota Skala, ktora wbrew wszelkim prawom fizki jeszcze nie zlecala, a powinna. Pobno trzyma ja w miejscu kilka wlosow Buddy.
Na gore mozna wchodzic od samej podstawy, ale zajmuje to sporo czasu i kosztuje litry wylanego potu, i nie jest takie fajne jak jechanie truckiem - czyli na pace ciezarowki, gdzie pomontowano obite gabka i derma lawki i szerokosci 20 cm (!!). Gdy wchodzilismy na pake, wydawalo sie ze nie ma tam juz miejsca dla naszej piatki, jednak jakos magicznie sie upchalismy. Co wiecej, znalazlo sie jeszcze miejsce dla 2 pojedynczych osob, a takze grupy emerytow z Wloch z przewodnikiem. 45 minut jazdy po serpentynach na laweczce szerokiej na 20 cm - bezcenne (tj 1500 kiatow od osoby). Wlosi mowili bardzo duzo przydkie wyrazy (cos o curvach :))
Samo wzgorze swiatynne bardzo przyjemne. Niby taka polska czestochowa, ale dzikich tlumo nie ma, w spokoju mozna posiedziec i poobserowac.
W Kin Pun nie ma internetu, czesto nie ma tez pradu, wiec czesc wieczoru spedzilismy przy swiatelku z czolowki.
NIektorzy (czyli ja...) poszli wczesniej spac zmozeni zemsta faraonw (albo raczej wojskowej junty). Coz, biore leki, jem ryz albo nie jem nic, popijajac woda z orsalitem i jakos ujdzie - przynajmniej schudne : ))

Aktualnie doechalismy do Bago, gdzie mamy zamiar zobaczyc jutro rano procesje mnichow zbierajacych jalmuzne, potem troche swiatyn z lokalnym przewodnikiem, a o 3 zbieramy nerwy i zasob cierpliwosci - czeka nas 15 godzin w autobusie do Kalaw. Podobno to sa jezdzace lodowki - klima na maksa, trzeba spac w szaliku, czapce, polarze, itp. Cudownie :>

Koncze. Internet strasznie wolny, w dodatku juz pare razy padl prad i aktualnie kafejka leci na generatorze na rope wiec troche smierdzi :))

Trzymajcie sie cieplo. Niestety malo jest czasu i malo internetu, ale robie co moge - nastepnym razem pewnie odezwe sie dopiero z Kalaw czyli za 2 dni.

poniedziałek, 12 listopada 2012
Yangon day 1
Podroz to masakra, naprawde mielismy wszyscy dosc. Lot do BKK niby spokojny, zadne dziecko sie nie darlo ani nie kopalo w fotel, itp czyli moglo byc gorzej :) ale chyba zaczynam zbierac na biznes klase .... Starosc :)
Przylecielismy do Bangkoku na lotnisko miedzynarodowe, okazalo sie na to drugie z ktorego lata Air Asia, jest bezplatny shuttle bus. Czas przejazdu okolo godziny, rusza o kazdej pelnej.
Potem jeszcze tylko 6 godzi kiblowania na lotnisku i o 16,20 (lekko opozniony) samolot do Rangun. Wiele ludzi sie tu nie wybiera, samolot byl zapelniony w 1/3 mniej wiecej.

Dzis dzien spokojny, idziemy w miasto, trzeba sie przyzwyczaic do zajebistego upalo (w pokoju w hostelu Mother Land Inn2 mamy wiatrak i prawdziwa saune od 7 rano).

Podobno w okolicach Mandalay bylo wczoraj trzesienie ziemi. Ups, bedziemy tam za jakies 2 tygodnie, bede pamietac zeby nie stac pod wiezowcem ani slupem wysokiego napiecia, oraz nie jezdzic windami (chyba nie bedzie z tym problemu tutaj :)

Generalne wrazenia - chyba bedzie fajnie. Ludzie przyjemni, lotnisko duze (i 2 samoloty na plycie...), w drodze z lotniska mijalismy sporo fajnych budynkow, jakies centra handlowe, kinopleksy, wiec nie jest tak ze tu jakies srednowiecze. Po prostu internet wolny, komorki nie dzialaja, ale nie dlatego ze nie ma, tylko polscy operatorzy nie maja z birmanskimi umow podpisanych. Troche tylko za cieplo, ale sie przyzwyczaimy  - pozdr, Ania

sobota, 10 listopada 2012
Moskwa

Pogoda przyjemna, jedno z drozszych piwek w zyciu: 0.5l za jakies 30 pln :) na zdarowie :)

niedziela, 04 listopada 2012
Birma!
Jeśli nie wybuchnie wulkan w Islandii, mgła nie sparaliżuje lotnisk lub nie przejdzie nam nad głowami jakiś cyklon, to za tydzień o tej porze będę w BKK zmieniać lotniska, by z Don Muang wylecieć do Yangoon!!
Birma, planowana od 2 lat, z większymi lub mniejszymi stresami (uzgadnianie terminów, długie poszukiwania biletów w dobrej cenie; utknięcie paszportów w ambasadzie w Berlinie (!!!), a przedtem -  wielki zong z firmą UPS....) - wygląda na to, że dojdzie do skutku ....

PS tym razem biorę Malaron :-)

info:
* bilet Aerofłot Wwa-Moskwa-BKK i powrotny 2490 PLN
* bilety Air Asia: BKK - Yangoon oraz Mandalay - BKK - 715 PLN
* wiza Myanmar - wysyłać do Ambasady w Berlinie CO NAJMNIEJ 5-6 tygodni przed planowanym wylotem, w żadnym wypadku nie wysyłać amerykańskim kurierem (np UPS) - typy  mają wbite w system ze na Myanmair nadal obowiązuje embargo (mimo tego że od kwietnia 2012 Amerykanie sankcje znacznie złagodzili, a od sierpnia 2012 otworzyli w Birmie placówkę dyplomatyczną.